białoruś

Od czasu odzyskania niepodległości przez Białoruś w 1991 roku kraj ten mógł liczyć na dużą pomoc ze strony Unii Europejskiej. Jednak po dojściu do władzy Aleksandra Łukaszenki w 1994 roku, stosunki Białorusi z UE znacznie pogorszyły się na skutek zmian w konstytucji, które wzmacniały pozycję prezydenta w kraju oraz ograniczały wolność mediów.

9 sierpnia odbyły się wybory na Białorusi, które zakończyły się reelekcją Łukaszenki. W zeszłą niedzielę rozpoczęły się protesty przeciwko sfałszowanym wynikom wyborów oraz brutalności milicji. Obojętna na sytuację u naszych wschodnich sąsiadów nie pozostała Unia Europejska, która nie akceptuje wyników wyborów i zapowiada sankcje na białoruski reżim.

Już w najbliższych kilkunastu dniach możemy się spodziewać czarnej listy polityków, urzędników i funkcjonariuszy z Białorusi, których powinien objąć zakaz wjazdu i zamrożenie wszelkich aktywów na terenie Unii. Jedynie Węgry wyraziły sceptycyzm do takiego rozwiązania. Żaden z krajów UE nie opowiedział się za szerszymi sankcjami gospodarczymi wobec Białorusi, które groziłyby kosztami społecznymi dla zwykłych ludzi.

Pojawiają się pewne głosy sprzeciwu co do nakładania sankcji na Mińsk. Jak to powiedział jeden z unijnych dyplomatów, polityka sankcyjna wobec Białorusi, przerodziła się w pewnym momencie w błędne koło represji oraz kupowania przez reżim Łukaszenki luzowania restrykcji. Przykładem na to jest zawieszenie i późniejsze zniesienie w 2015 roku większości sankcji jako nagrody dla Mińska za zwolnienie więźniów politycznych.

Poza sankcjami poruszony w UE został także temat ustanowienia funduszu UE na rzecz pomocy ofiarom represji na Białorusi. Do takiego rozwiązania nawołuje szef litewskiej dyplomacji Linas Linkevicius. Pieniądze z budżetu UE miałyby trafiać na programy bezpośrednio skierowane do mieszkańców Białorusi, z pełnym pominięciem władz centralnych. Fundusz mógłby być zasilany także przez dobrowolne składki od państw członkowskich UE.

Emilia Monkiewicz, 19 sierpnia 2020