Energetyka koronawirus

Życie w czasach pandemii zmusiło człowieka do ciągłego pobytu w domu. Praca, szkoła i różnego rodzaju inne wydarzenia w „wirtualnym świecie” uzależniły nas od ciągłego użytkowania ze sprzętu elektronicznego i innych cyfrowych narzędzi komunikacyjnych. Do zdalnego funkcjonowania człowieka jest zatem niezbędny prąd, bez którego społeczeństwo nie wyobraża sobie życia. Lecz jak pandemia koronawirusa wpłynęła na samą energetykę?

Należy zacząć od faktu, że pomimo większego niż przeciętne zapotrzebowania na prąd pojedynczego odbiorcy, państwa dotknięte kryzysem związanym z epidemią Covid-19 odnotowały spadek w ilościach zużycia energii. Zużycie energii, w Polsce jak i całej Europie, zmalało o 20%. W związku z mniejszym popytem na prąd, spółki energetyczne ponoszą straty. Polski także to nie ominie. Akcje spółek energetycznych, a szczególnie PGE i Taurona notują najmniejsze w historii wartości akcji. Wszystko co dzieje się w światowej energetyce, odbije się o wiele większym echem na naszym rodzimym rynku.

Jak wiadomo Polski sektor energetyczny opiera się w znaczącej większości na wydobyciu węgla brunatnego i kamiennego i pozyskiwaniu z niego energii. W aktualnej sytuacji tradycyjne metody jego wydobycia i produkcji energii stają się ryzykowne dla pracowników i ich zdrowia. Gospodarka węglowa będzie zatem mniej efektywna i będzie generowała więcej kosztów aniżeli zysków. Na domiar złego, za kilka tygodni państwo będzie musiało wydać kilka miliardów na dopłaty wynikające z Rynku Mocy, który to stymuluje stałe funkcjonowanie elektrowni konwencjonalnych bądź też zachęca inwestorów do ich dalszego powiększania o kolejne nowe bloki. W przypadku Polski zabieg taki będzie niezbędny do utrzymania płynności w tym sektorze.

Lecz sama energetyka nie może opierać się tylko i wyłącznie na węglu, są też odnawialne źródła energii (OZE), która również narażona jest na straty przez Koronawirusa. Jak przekonuje Międzynarodowa Agencja Energetyki, pandemia Covid-19 stanowi „bezprecedensowe” zagrożenie dla branży OZE. Wśród największych problemów, z jakimi boryka się obecnie branża Zielonej Energii, są:

🟢Zakłócenia w łańcuchu dostaw prądu 

🟢Ryzyko zahamowania rządowych strategii pomocowych 

🟢Prawdopodobny spadek ilości inwestycji 

Zdaniem MAE, przy skali wyzwań, przed jakimi staje branża OZE, właśnie teraz bardziej niż kiedykolwiek, to rządy będą odgrywać kluczową rolę. Szczególnie ważne będą pakiety bodźców gospodarczych mające na celu skierowanie gospodarki światowej z powrotem na właściwe tory.  Według słusznej konstrukcji rynku energii pierwszeństwo powinny mieć źródła o najniższych kosztach zmiennych (czyli przede wszystkim elektrownie wiatrowe i słoneczne). Opracowując te pakiety, rządzący powinni mieć na szczególnym względzie to, aby nie doprowadzić do recesji w tym odłamie energetycznym.

Z powodu mniejszej produkcji energii metodami konwencjonalnymi, opłaty za emisję CO2 znacznie spadły. Koszt CO2 w wyprodukowanym 1 MWh to już nie 90zł., lecz ok. 55zł. Ten czynnik znacząco może przyczynić się do osłabienia pozytywnego trendu, który towarzyszył Zielonej Energii od dłuższego czasu. Wszystkie gospodarki europejskie wprowadzając coraz to nowe rozwiązania w celu dekarbonizacji i zredukowania w ten sposób ilości wyemitowanych gazów cieplarnianych. Pandemia koronawirusa jeszcze dobitniej pokazuje system powiązań między gospodarką a środowiskiem.

Na ten moment sytuacja w branży energetycznej, w szczególności OZE, nie zachęca do pozytywnego patrzenia w przyszłość. Oddziaływanie pandemii na energetykę ma szeroki wymiar. Będzie wpływać nie tylko na rynek energii, ale m.in. na wydobycie i ceny surowców energetycznych, co na dłuższą metę może wywołać destabilizację na rynkach światowych. Energetyka dotkliwie przyciśnięta do ściany przez koronawirusa będzie domagała się znaczącego finansowego wsparcia ze strony rządzących.