zielona wyspa

Pamiętacie jak jeszcze w maju ubiegłego roku w jednym z artykułów wspominaliśmy o statusie „zielonej wyspy”? Termin ten został wtedy użyty do określenia sytuacji gospodarczej Polski w aspekcie wysokości PKB. Szczyciliśmy się niezwykłą stabilnością pomimo znaczącego osłabienia, jakie przyniosła narastająca w siłę epidemia koronawirusa. W klasyfikacji europejskiej byliśmy jednym z dwóch krajów, u których procent wzrostu PKB nie malał, a wręcz przeciwnie – rósł. Według Banku Światowego wzrost ten zostanie utrzymany na poziomie około 3.3%, a Polska gospodarka ma dynamicznie rozwijać się w latach 2021/2022. Eksperci Banku Światowego prognozują również, że po umiarkowanym wzroście w 2021 roku, gospodarka przyspieszy do 4.2% w 2022, czyli bardziej niż spodziewano się poprzednio, po części dzięki odbiciu popytu wewnętrznego, głównie w obszarze inwestycji. Można powiedzieć, że polska gospodarka przez długi czas utrzyma się na fali wzrostowej, co z pewnością napawać będzie optymizmem przedsiębiorców nie tylko krajowych, a także zagranicznych do inwestycji i dalszego rozwoju.

Lecz czy taka statystyka w zupełności odzwierciedla kondycję naszej gospodarki? Patrząc na inny ważny element gospodarczy, jakim jest poziom zatrudnienia, można odnieść wrażenie, że Polska definitywnie może być nazywana „zieloną wyspą”. W ostatniej dekadzie, tj. w latach 2010-2020, produktywność wzrosła o prawie 26% i to czwarty najlepszy wynik w Europie po Irlandii, Rumunii i Litwie – wynika z najnowszych danych Eurostatu. Rok temu byliśmy trzeci w dziesięcioletnim zestawieniu, ale wyprzedziła nas Litwa. Produktywność polskiego pracownika w ubiegłym roku obniżyła się przez pandemię (część zakładów miała przestoje) o 3.6%. To dużo mniej niż średnio w UE (-5.1 proc.).

Jeśli chodzi o sam ubiegły rok, były tylko trzy państwa w Europie, w których produktywność pracy nie spadała: Irlandia, Litwa i Norwegia. Irlandia zwiększyła wydajność o aż 7.3%, a w ciągu dziesięciu lat wzrosła tam ona o aż 53.5%. Inwestycje amerykańskich gigantów technologicznych na tamtejszej zielonej wyspie dają efekty (tym bardziej że ich produkty i usługi w czasie pandemii napotkały nawet większy popyt).

Według szacunków na podstawie danych Eurostatu, w ubiegłym roku przeciętny Polak pracował już z produktywnością na poziomie 66.3% średniej unijnej. Dla porównania Niemiec wykonywał w ciągu godziny pracę na poziomie około 122.4% średniej unijnej. Pokazuje to jaka przepaść gospodarcza wciąż dzieli nas mimo tylu lat pogoni. Warto jednak podkreślić, iż ta przepaść jest sukcesywnie zasypywana.

Po przeanalizowaniu tych wszystkich danych nasuwa się pytanie, czy status „zielonej wyspy” jest dla Polski i jej obywateli adekwatny? Co sądzicie?

Filip Lewandowski, 22 kwietnia 2021