moneta

Co roku w Stanach Zjednoczonych, Kongres tworzy budżet, będący planem wydatków na najbliższy rok. Po podpisaniu budżetu przez prezydenta zostaje on przekazany Departamentowi Skarbu Stanów Zjednoczonych, którego celem jest jego zrealizowanie.

Skarb pozyskuje pieniądze głównie z podatków wszelkiego rodzaju (PIT, VAT, CIT itd.). Kiedy jednak pieniędzy nie wystarcza, państwo emituje obligacje skarbowe, tym samym zadłużając się u obywateli. Z roku na rok, zadłużenie się kumuluje i żeby nie kumulowało się w nieskończoność, Kongres ustala górną granicę zadłużenia (ang. debt ceiling), której państwo nie może przekroczyć.

W 2013 dług zbliżał się do ówczesnej granicy 16.394 biliona dolarów. Jeżeli ta liczba zostałaby przekroczona, Skarb Państwa miałby pozwolenia na wyemitowanie większej ilości obligacji i nie miałby środków na zrealizowanie budżetu. Zazwyczaj taki problem rozwiązywano podniesieniem górnej granicy zadłużenia. W tym roku jednak republikańscy kongresmeni nie godzili się na zrobienie tego, chyba że prezydent zniósłby Obamacare. Obama jednak nie zgodził się na to żądanie. W efekcie narodziła się potrzeba obejścia problemu debt ceiling w jakiś inny sposób.

Wtedy narodził się pomysł stworzenia monety o wartości 1 tryliona dolarów. Dlaczego akurat moneta? Okazuje się, że rząd nie może po prostu wydrukować pieniędzy. Każdy nowy dolar, musi być wsparty przez sprzedaną obligację. Poza jednym wyjątkiem.

Dzięki niedokłanemu sposobowi sformułowania ustawy o monetach pamiątkowych z 1996r. rząd teoretycznie może wyprodukować monetę o dowolnej wartości, o ile będzie ona zrobiona z platyny. Plan więc był taki, żeby wyprodukować taką monetę i umieścić ją w skarbcu, tym samym obniżając wartość zadłużenia o jeden bilion. Kiedy tylko kongres podwyższyłby górną granicę zadłużenia, moneta miała być zniszczona, aby nie powodować inflacji. Mimo że poważnie rozważano wyprodukowanie takiej monety, nigdy nie powstała.

Nicolas Rauber, 26 maja 2020