Zastanawialiście się kiedyś ile tak właściwie kosztują wybory?

Dzisiaj chcielibyśmy przybliżyć Wam kwotę, jaką nasz kraj płaci za przeprowadzenie wyborów. Na wstępie musimy wyjaśnić dwie rzeczy:
1️⃣Po pierwsze, w dzisiejszym poście omówimy przede wszystkim najważniejsze wybory państwowe – parlamentarne oraz prezydenckie.
2️⃣Po drugie państwowe pieniądze to tak naprawdę pieniądze podatników, czyli, inaczej mówiąc, nasze pieniądze.

Zatem ile musimy zapłacić, aby utrzymać główny filar demokracji? KBW (Krajowe Biuro Wyborcze) oświadczyło, że na organizację wyborów parlamentarnych w 2019 roku, w planie wydatków przewidziano kwotę ponad 236 milionów złotych! Koszt wydrukowania kart wyborczych oszacowano na kwotę 36 milionów złotych.

Ile? O matulu, czemu tak dużo? Otóż Moi Drodzy – there ain’t no such thing as a free lunch! Uczestnicy naszych konferencji z pewnością pamiętają.

No dobra, ale co z resztą tej kasy? Większość to oczywiście koszty administracyjno-organizacyjne, czyli wynajęcie lokali wyborczych, pensje urzędników, transport kart wyborczych, koszty związane z liczeniem głosów, oraz przeszkoleniem komisji. Co ciekawe, ponad 88 milionów złotych zostało przeznaczone na diety dla członków obwodowych komisji wyborczych, i nie; wcale nie jedli kawioru, popijając go szampanem.

Szybka matma – czyli skoro zapłaciliśmy 237 milionów złotych za wybory (dokładniej 236 mln 765 tys. zł), to każdy z nas zapłacił 5,92zł za wrzucenie kartki do urny? Wybory mają być równe – a co jeżeli ktoś nie ma tych sześciu złotych? W teorii – tak, zapłacimy tyle. W praktyce jednak to tak nie działa, ponieważ pieniądze gospodarowane są z budżetu państwowego i są po prostu kapitałem, który został pozyskany dzięki temu, że płacimy PIT, CIT, VAT, czy też inne podatki.

Wybory prezydenckie w 2015 roku kosztowały około 166 milionów złotych. Jest to nieco więcej niż w 2010 roku. Te zmiany m.in. wynikają z nieco większych diet dla członków komisji wyborczych oraz inflacji. Na koszt wyborów wpływ ma m.in. liczba wyborców, którzy są uprawnieni. W Polsce uprawnionych do głosowania jest ok. 30 milionów obywateli. W Indiach, gdzie uprawnionych jest 814 milionów osób, wybory kosztują pół miliarda dolarów.

Co ciekawe jeśli wybory prezydenckie miałyby się odbyć dzisiaj kosztowałyby one dużo więcej. W przeprowadzenie wyborów korespondencyjnych musimy poza kosztami stałymi 171 mln złotych (za które w przypadku wyborów weźmiemy koszty z 2015r + 3% średniej inflacji) dodać koszy związane oczywiście z zachowaniem środków bezpieczeństwa dotyczących Covid-19. Co za tym idzie, jak oznajmił M. Morawiecki, państwo w celu realizacji ich w terminie podjęłoby współpracę z PWPW (Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych) i Pocztą Polską, a spółki te swój wkład oceniły na kwotę ponad 600 milionów złotych.

Czy to dobrze, że wybory się dzisiaj nie odbyły? Czy wybory w tej formie mają sens skoro mają tyle kosztować? Co sądzicie?